AKTUALNOŚCI
NAJNOWSZE ZDJĘCIE
LINKOWNIA
AKTUALNOŚCI
08 Gru 2007

Architektura rozsądku

Spektakularne budowle projektowane przez gwiazdy fascynują dziś głównie szejków i dyktatorów. Na Zachodzie coraz częściej uważa się, że są w złym guście.

Kiedy po raz pierwszy publicznie pokazano w Londynie projekt szykowanego na 2012 rok stadionu olimpijskiego, autorstwa pracowni HOK Sport , zarówno eksperci, jak i przeciętni londyńczycy ze zdumieniem komentowali, że stadion wygląda jak... stadion. Jego sylwetka nie jest żadną metaforą, swoim wyglądem nie przypomina "kołującego nad ziemią orła" czy gniazda (jak np. stadion olimpijski w Pekinie), nie jest też "nową ikoną architektury", ani "wizytówką na miarę miasta XXI wieku", jak zwykło się mawiać o tego typu obiektach. Jest po prostu stadionem.
W przypadku tak prestiżowej inwestycji nie było to wcale oczywiste. Do niedawna uważano, że współczesna architektura powinna być spektakularna, skomplikowana formalnie, a co za tym idzie kosztowna. Wtedy budziła podziw i zainteresowanie na całym świecie. Autorami takich projektów mogli być tylko twórcy światowej sławy, jak Frank Gehry czy Richard Rogers. Ostatnio jednak inwestorzy zmieniają nastawienie. Coraz częściej mówi się o końcu ery tzw. stararchitects - czyli gwiazdorskich architektów. Zastąpić ich ma architektura low-cost - tania i ładna.
Na czym - oprócz powściągliwego wyglądu - polega low-cost? Przede wszystkim na zachowaniu zdrowego rozsądku. Londyn nie powtórzył błędu Aten czy Barcelony, gdzie stadiony olimpijskie, za duże na inne imprezy sportowe czy koncerty, przestały być potrzebne tuż po zakończeniu igrzysk. Dlatego z 80 tysięcy miejsc, a tyle liczyć będzie stadion w stolicy Wielkiej Brytanii, po zakończeniu olimpiady zostanie 25 tysięcy. Większość trybun będzie zdemontowana, co zmniejszy powierzchnię obiektu. Tylko część stadionu będzie przykryta dachem, co pozwoli obniżyć koszty. Poza tym w całym obiekcie nie będzie punktów gastronomicznych, zwykle wymagających dużego zaplecza i podnoszących ryzyko pożaru. Zdaniem pisma "Architectural Review" właśnie na tym polega inteligentna architektura.
Londyński stadion to nie jedyny zwiastun nowych tendencji w architekturze.
W Stanach Zjednoczonych, gdzie gwiazdorscy architekci otaczani są szczególnym kultem, architektonicznym wydarzeniem roku jest otwarta 1 grudnia nowa siedziba New Museum w Nowym Jorku. Gmach zaprojektowali Japończycy z pracowni
SANAA. Prostym z pozoru projektem młodzi twórcy udowodnili, że nawet niewielki budżet pozwala na zbudowanie czegoś twórczego i znakomicie wpisującego się w gęstą miejską zabudowę. Całkowity koszt przedsięwzięcia wyniósł zaledwie 50 mln dolarów (dla porównania - rozbudowa nowojorskiego Museum of Modern Art kosztowała 9 razy więcej). Budynek ma siedem pięter i trudno go nazwać efektownym. Lepiej pasuje do niego określenie: intrygujący. Konstrukcja, będąca wariacją na temat typowego wieżowca, przypomina pudła niedokładnie ustawione jedno na drugim. Dzięki takiemu zabiegowi architektom udało się wpuścić do sal wystawowych nieco światła z góry. Budynek jest owinięty srebrzystą aluminiową siecią, wykonaną z takiego samego pośledniej jakości materiału, jak uliczne kosze na śmieci. Betonowe podłogi wewnątrz mają z kolei wyglądać jak chodnik. Najbardziej intrygujące są schody. Przypominają przejścia typowe dla ascetycznych budynków klasztornych.
Podobną powściągliwością charakteryzuje się też Muzeum Literatury Współczesnej w niemieckim Marbachu. Za ten skromny budynek, którego front wygląda jak wielka arkada z prostymi kolumnami, jego autor David Chipperfield odebrał w ubiegłym miesiącu prestiżową nagrodę Stirlinga w Londynie. "Low cost" ma też być nowe berlińskie lotnisko BBI. Jak przekonują władze miejskie, będzie ono funkcjonalne, przejrzyste i przepełnione dziennym światłem. Pasażerowie wszystkich lotów, od krajowych po międzykontynentalne, będą odprawiani pod jednym dachem, by uniknąć zamieszania z wędrówkami między terminalami.
To nowość, bo lotniska były dotychczas świadectwem prestiżu, stąd miasta licytowały się ich wielkością, liczbą terminali i autorami - od Normana Fostera po Renzo Piano.
Architektura low-cost, zanim stała się popularna nawet w projektach tak prestiżowych obiektów jak muzea czy stadiony, najpierw zdała egzamin w budownictwie mieszkaniowym. Okazało się, że można jednocześnie budować i bardzo tanio, i bardzo ładnie. Przykładem są choćby prestiżowe nagrody Holcim Award dla rewitalizacji bloków socjalnych w Montrealu, jak i entuzjastyczne recenzje i nagrody"Architectural Review" dla tanich domów wielorodzinnych w Słowenii (projektu pracowni Ofis) czy nad londyńską Tamizą, projektu Niall McLaughlin Architects. Te ostatnie, o formie szklanego pudełka, mają fasadę zaprojektowaną tak, by mieniła się różnymi kolorami w zależności od kąta padania promieni społecznych.
Architektura "niskich kosztów" i mało znanych twórców jest też odpowiedzią na znużenie dziełami najsłynniejszych architektów, którzy dziś projektują w Pekinie, Dubaju czy Astanie. A zatem w pogrążonych w megalomanii miastach szukających nowej tożsamości. Tym bardziej że sławne nazwisko wcale nie gwarantuje wysokiej jakości. Miesiąc temu jedna z najlepszych uczelni Ameryki, Massachusetts Institute of Technology, pozwała do sądu Franka Gehry'ego, zarzucając mu fuszerkę w jednym ze swoich budynków w Bostonie, oddanym do użytku w 2004 roku. Główna elewacja gmachu ma stale powiększające się nieszczelności, a śnieg, który gromadzi się na charakterystycznych "pudełkach" okien, osuwa się, blokując wyjścia ewakuacyjne do budynku. Gmach kosztował uczelnię aż 300 mln dolarów. O wiele za dużo, zważywszy że Gehry lubi się powtarzać i gmach MIT jest bardzo podobny do jego "Tańczącego Domu" w Pradze czy biurowca przy Bramie Brandenburskiej w Berlinie.
W Polsce jest jeszcze za wcześnie na skromną architekturę. Pół wieku komunizmu sprawiło, że nadal jesteśmy spragnieni efektownych błyskotek, takich jak osławione stołeczne Złote Tarasy. Symptomatyczna była reakcja na prezentację projektu Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie autorstwa Christiana Kereza. Architekt wyszedł z założenia, że eklektyczne otoczenie przyszłego muzeum (strojne secesyjne kamienice, dekoracyjny niczym tort Pałac Kultury, dziwaczny hotel Intercontinetal stojący na jednej "nodze", czy wspomniane Złote Tarasy o bąbelkowym dachu) wymusza prostą formę obiektu. Okazało się, że warszawiacy czekali na coś innego i Kerez spotkał się jednak z miażdżącą krytyką - zawiązały się nawet komitety obywatelskie na rzecz realizacji innego projektu, w którym ze ściany muzeum "wyrasta" nieokreślona bulwa. Jest jednak światło w tunelu. Do zaprojektowania Stadionu Narodowego na Euro 2012 zarekomendowano niemiecko-polską pracownię, której projekt przypomina stadion
w Londynie, choć nie jest aż tak tani.

W artykule wykorzystano fragmenty tekstu Cathleen McGuigan z międzynarodowego
wydania "Newsweeka"

Michał Zaczyński

www.newsweek.pl/wydania/artykul.asp